Draco
czuł się jak w niebie. Ciepłym, wilgotnym, ciasnym, drżącym niebie.
Rozkoszował
się uczuciem Granger rozpływającej się pod jego palcami, ale nic, nic nie mogło
go przygotować na to, jak jej cipka drga na jego kutasie. Na to, jak jej ciało
wyginało się w jego stronę, jak traciła wszelką kontrolę, wiotczejąc w jego
objęciach. Jedyne, co utrzymywało ją w pozycji, to jego ręka na jej gardle.
Próbował
być miły. Naprawdę próbował. Ale poprosiła go, żeby odpuścił, a kim on był, by
jej tego odmawiać?
I
kurwa, to było takie przyjemne.
Poza
tym nic co miłe i delikatne nie kojarzyło mu się z Granger, więc tak naprawdę
powinien był się spodziewać, że będzie szalona w łóżku.
Nie
przestawał w nią wchodzić, nawet gdy pierwsze wstrząsy po orgazmie zaczęły
słabnąć. Rozluźnił uścisk na jej szyi, by móc opuścić jej ramię, upewniając
się, że ma wystarczająco dużo czasu, by obrócić głowę, zanim pochylił się nad
nią, a jego biodra wbijały się w nią raz za razem.
Granger
jęknęła serią dźwięków. Był pewien, że chciała coś powiedzieć, ale żadne słowa
nie zostały sformułowane.
Zaśmiał
się, głaszcząc palcem grzbiet jej kręgosłupa.
Spięła
się i wiedział, że irytuje ją jego rozbawienie, bo spróbowała ponownie.
—
Nie, wystarczy — jęknęła.
—
No weź, Granger. To ty nie chciałaś, żebym się powstrzymywał. Myślę, że dasz
radę udźwignąć kolejny orgazm, prawda?
Dźwięk,
który wydała z siebie, był czymś pomiędzy błagalnym „tak” a szlochającym „nie”.
Normalnie Draco podjudzałby ją bardziej, dociskał mocniej, ale w rzeczywistości
był coraz bliżej własnego orgazmu, tak że ledwo był w stanie trzymać ją za
biodra.
Cholernie
się od nich uzależnił. Od tego, jak drgały przy każdym pchnięciu; od tego, jak
czuł je pod swoimi dłońmi.
Szczerze
mówiąc, Draco był uzależniony od każdego centymetra jej ciała. Zwłaszcza, gdy
leżała taka przed nim.
Naga.
Wijąca się. Pragnąca.
Była
odurzająca. Draco był pewien, że za każdym razem gdy będzie z niej wychodził,
będzie słyszał te słodkie jęki, w każdej swojej fantazji, do końca swojego życia.
Kiedy
doszła drugi raz, Draco był sekundy za nią, wciskając się głębiej i opróżniając
w niej. Położył czoło między jej łopatkami, a komplementy płynęły z jego ust,
choć nie poświęcał temu zbyt wiele uwagi.
—
Boże, byłaś idealna. Taka dobra. Przyjęłaś mnie tak dobrze, Granger. Dałaś
radę.
W
końcu się od siebie oderwali, leżeli na plecach, wciąż spleceni nogami,
próbując złapać oddech.
—
Więc jesteś gadułą, co?
Zaśmiała
się. Słowa wyszły z jej ust zdyszane i lekko ochrypłe.
Draco
zamarł na milisekundę, stare nawyki dały o sobie znać; miał na końcu języka
ciętą ripostę. Ale potem spojrzał w jej kierunku i zobaczył, że patrzy na niego
z czułością.
Więc
zamiast tego przełknął ślinę i parsknął śmiechem.
—
Tak. Chyba tak.
Granger
— Hermiona — zaczęła rysować lekkie kręgi na jego przedramieniu. Spojrzał na
jej palce, po czym znów na twarz.
—
Chcesz jeszcze raz? — zapytała.
Kurwa.
Tak,
naprawdę chciał. Nie było innej odpowiedzi.
Stracił
rachubę, ile razy oboje dochodzili. Czasami były to szybkie, zwinne pchnięcia i
śliskie palce; innym razem leniwe, długie pchnięcia i lekkie jak piórko
muśnięcia, które raz po raz doprowadzały ich oboje do granic możliwości.
Jednak
to, co pozostało niezmienne, to siła pchania i rozciągania. Czasami to Granger
była na górze, rozplątując go skrętem bioder, trzymając jego ręce poza
zasięgiem, nie pozwalając mu dotknąć siebie samego ani jej. Albo to on,
doprowadzając ją na skraj przepaści, drażniąc, obejmując dłonią swoje nowe
ulubione miejsce — jej gardło.
Nie
rozmawiali wiele, ale Draco poczuł zrozumienie dla czarownicy pod sobą, gdy po
raz czwarty (a może piąty?) opadli na pogniecioną pościel.
Zwykle
nie przepadał za czułościami po seksie; normalnie zbierałby już ubrania i
wychodził.
Ale
nic w tym spotkaniu nie było normalne, więc bez trudu położył jej rękę na
swojej piersi, splatając palce, podczas gdy jego druga dłoń wszczepiła się w
jej włosy.
~*~*~*~*~*~*~*~*~*~
—
A tak w ogóle, czym byłaś tak podekscytowana po wykładzie Trunklehorna?
Hermiona
odwróciła się, żeby na niego spojrzeć. Była już północ, a oni leżeli zaplątani
w pościel, ze splecionymi nogami, ale ramię w ramię, kiedy łapali oddech.
—
Co masz na myśli?
—
Wybiegłaś z sali konferencyjnej tak szybko, że myślałem, że się aportowałaś.
—
Och. Eee, to był kieł węża.
Malfoy
zerknął ku niej, opierając brodę na ramieniu.
—
Tak, domyśliłem się, Granger. Mamrotałaś to pod nosem. Chyba powinienem był
wyrazić się jaśniej, ale myślałem, że domyślisz się z kontekstu.
Wbiła
mu łokieć w bok. Skrzywił się teatralnie, po czym zaśmiał się i chwycił ją za
ramię, żeby powstrzymać przed kolejnym atakiem, automatycznie splatając ich
palce.
—
Chodziło mi o to, ty wścibska wiedźmo, co cię tak zafascynowało w kle węża?
Patrzyła
przez chwilę na ich splecione palce, zanim przeniosła wzrok na jego twarz.
—
Od tygodni próbuję uwarzyć Eliksir Melancholii, ale za każdym razem coś idzie
nie tak i doprowadza mnie to do szaleństwa. Kiedy wspomniał o kle węża, nagle
sobie uświadomiłam, że…
—
Ma właściwości chłodzące — dokończył Malfoy z zaciekawieniem na twarzy.
—
Tak. Jeśli się nie mylę, powinien spowodować regulację temperatury i
ustabilizować ogon myszy. W ten sposób będzie mógł się warzyć w wyższej
temperaturze, nie zmieniając składu chemicznego pyłku hortensji.
Malfoy
milczał przez kilka sekund. Między jego brwiami utworzyła się mała zmarszczka.
—
Warzysz Eliksir Melancholii?
Skinęła
głową, czując narastającą niepewność.
—
Też interesował cię kieł węża. Jaki był twój przełom?
Odchrząknął.
—
Pracuję nad Eliksirem Wzrostu, próbuję pobudzić wzrost kości bez wpływu na
poziom wapnia. — Jego wzrok powędrował ku niej. — Wciąż testuję różne zmienne,
ale wszystko krzepnie, gdy wchodzi w interakcję z liśćmi mandragory. Mam
nadzieję, że kieł węża to zrównoważy.
—
Już testujesz? Byłeś tu przez cały czas.
Wyprostowała
się, przechylając głowę i mierząc go wzrokiem.
Uśmiechnął
się nieśmiało.
—
Cóż, Perkins to robi. — Musiał dostrzec znak zapytania na jej twarzy, bo
wyjaśnił: — To mój asystent.
—
Och, oczywiście, że masz cholernego asystenta. Wiesz, że co pół roku składam
wniosek o jednego i ciągle słyszę, że nie ma na to funduszy?
Starał
się nie śmiać, ale to ją jeszcze bardziej frustrowało.
—
Och, po prostu się pierdol, Malfoy.
—
Właściwie to już to zrobiłaś. Ale zawsze mogę mieć chęć na kolejną rundę —
rzekł sugestywnym tonem, przesuwając dłoń po jej nagim brzuchu i w dół między
nogi, unosząc się na łokciach i chwytając jej usta w swoje, akurat gdy wsuwał w
nią palec.
~*~*~*~*~*~*~*~*~*~
Hermiona
obudziła się kilka godzin później obolała, zmęczona i cholernie spragniona. Do
tego piekło ją od środka. Zerknęła w prawo i zobaczyła Draco rozciągniętego na
boku, z ręką przerzuconą przez jej talię i luźno owiniętą wokół jej uda.
Miał
gładkie czoło i coś jeszcze w jego twarzy wydawało jej się dziwne. Przechyliła
głowę, przyglądając mu się.
Zdała
sobie sprawę, że był rozluźniony. To było rozbrajająco słodkie.
Czuła
ucisk w piersi i była wyraźnie zdenerwowana, więc oswobodziła się z jego
uścisku i sięgnęła po butelkę wody stojącą na stoliku.
Pościel
zaszeleściła, gdy skończyła pić i odwróciła głowę, by zobaczyć, że ją
obserwuje. Senność w jego wyrazie twarzy nie powstrzymała go przed wędrówką
wzrokiem po jej ciele, zatrzymując się szczególnie na dwóch konkretnych
miejscach. Kiedy spotkał się z jej wzrokiem, dostrzegła lekki rumieniec w
kolorze wchodzącego słońca rozlewający się po jego policzkach.
—
Dzień dobry.
—
Dzień dobry.
Jego
głos był niski i chropowaty. Przejechał zębami po jej skórze, zostawiając na
ramionach gęsią skórkę. Otworzył usta, chcąc coś powiedzieć, ale nie zrobił
tego, tylko przeniósł wzrok na punkt na ścianie za nią.
—
O co chodzi? — zapytała bez ogródek, nie przejmując się zbytnio powrotem
niezręczności z wczoraj.
Zignorował
ją.
—
Jak ci się spało?
Wciąż
wpatrywał się w ścianę.
—
Wiesz, że możesz patrzeć. — Jej słowa sprawiły, że jego wzrok znów powędrował w
jej stronę. Westchnęła. — Dosłownie wydymałeś mnie na sześć różnych sposobów
tej nocy, Malfoy. Nie musisz się przy mnie krępować tylko dlatego, że na
zewnątrz jest jasno.
Zapadła
cisza, jego oczy się rozszerzyły, a potem usta zadrżały.
—
Naprawdę nie lubisz być traktowana z szacunkiem, prawda? — zapytał, marszcząc
brwi ze zmieszania i rozbawienia.
Potem
potarł twarz dłońmi.
Wzruszyła
ramionami.
—
Nie, jeśli to strata czasu i energii. Idę pod prysznic. Jeśli za tą irytująco
atrakcyjną twarzą kryje się choć pół komórki mózgowej, radzę, żebyś do mnie
dołączył.
Wyraźna
potrzeba przyzwoitości Malfoya nie powstrzymała go przed pospiesznym dołączeniem
do niej. Hermiona stłumiła uśmieszek na widok jego pospiechu.
Prysznic
trwał dłużej niż to było konieczne, zważywszy na upodobania Malfoya do
dotykania jej palcami, aż się rozpadała, a potem do powolnego pieprzenia przy
ścianie, nie spiesząc się z odkrywaniem, co każdy delikatny dotyk wydobywał z
jej ciała.
To
było zupełnie inne od poprzedniego pieprzenia. Powolne i znaczące. Ale wciąż
podszyte intensywnością, którą zaczynała z nim utożsamiać. Nie powstrzymywał
się ze strachu przed zdenerwowaniem jej, po prostu sam tego chciał.
Hermiona
czuła się wyruchana do nieprzytomności i nasycona, ale nie powstrzymywało jej
to przed oddaniem mu się.
Gdy
w końcu udało im się umyć i wyjść z łazienki, zbliżała się dziewiąta rano i
oboje mieli wykład, na który się zapisali.
Hermiona
szybko się ubrała, rozkoszując się w duchu bólem promieniującym z jej brzucha i
ud, gdy naciągała ołówkową spódnicę.
Starała
się nie patrzeć na Malfoya, jak zapina koszulę, ale i tak jej wzrok był
utkwiony w jego zręcznych palcach. Musiała zacisnąć uda na wspomnienie tego, co
te palce w niej wywołały.
Sądząc
po tym, jak długo wpatrywał się w jej tyłek, również był pogrążony w myślach z
ostatnich kilku godzin.
Chciał
przejść obok niej, ale jej dłoń owinęła się wokół jego nadgarstka. Nie była to
świadoma myśl, ale wciąż rozkoszowała się dreszczem, który u niego wywołała,
gdy lekko przesunęła palcami po jego pulsie.
—
Chociaż rozkoszuję się myślą, że znów się pode mną rozpadniesz, Granger,
naprawdę musimy iść na wykład.
Hermiona
nadąsała się.
Szczerze,
jak na Merlina przystało. Zobaczyła, jak jego uśmieszek się pogłębił, a dłoń
uniosła się, by przycisnąć kciuk do jej wydętej wargi.
—
Zrzędliwa wiedźma — mruknął, dotykając ustami jej ust.
~*~*~*~*~*~*~*~*~*~
Przegapili
wszystkie poranne wykłady. Dopiero gdy usłyszał burczenie w jej brzuchu, zmusił
ich oboje do ubrania się i zejścia do jadalni.
—
Czemu po prostu nie zamówimy jedzenia do pokoju? — jęknęła Hermiona,
przesuwając palcem po jego piersi.
—
Bo nie będę cię pieprzył na łóżku pełnym okruchów — powiedział stanowczo,
odrywając jej dłoń od swojej piersi i wypychając ją za drzwi.
—
Wydajesz się pewny, że czeka cię powtórka — rzuciła przez ramię, gdy szli do
wind.
Posłał
jej tylko beznamiętne spojrzenie. Wiedział, że będzie wiele powtórek. Nie miał
zamiaru rezygnować z jej idealnej cipki, jeśli tylko mógł.
Nie
żeby chciał się z nią umawiać czy coś. Była zbyt irytująca na takie
zobowiązanie. Ale nie było powodu, dla którego nie mogliby dość do porozumienia
korzystnego dla obu stron.
Wspomniał
o tym przy lunchu.
—
Chcesz się spotykać?
—
Nie — powiedział, trochę za szybko, ale musiał mieć pewność, że rozumie, co
chodziło mu po głowie. — Ale myślę, że to może nam umilić czas podczas najbliższych miesięcy konferencji.
Granger
zmarszczyła nos.
—
Czy to znaczy, że muszę być dla ciebie miła?
Brzmiała
na tak zirytowaną tą perspektywą, że Draco nie mógł powstrzymać prychnięcia,
które mu się wyrwało.
—
Merlinie, nie.
Zadrżał
na samą myśl.
Popatrzyła
na niego zamyślona. Potem skinęła głową.
—
Dobra.
—
Tak po prostu?
Granger
wzruszyła ramionami.
—
Muszę uczestniczyć w nich tak cholernie często, że równie dobrze mogę sobie
pozwolić na kilka orgazmów.
—
Granger!
Jego
herbata wyleciała z filiżanki, gdy prychnął i ukradkiem rozejrzał się po
sąsiednich stolikach, próbując sprawdzić, czy ktoś ich słyszy.
Obserwowała
go z rosnącym rozbawieniem.
—
Ojej, ojej, twoje czystokrwiste problemy z przyzwoitością naprawdę wymykają się
spod kontroli. Szeptałam ci do ucha wiele zboczonych rzeczy przez ostatnie
dwanaście godzin, ale wypowiedzenie przeze mnie słowa „orgazm” w miejscu
publicznym sprawia, że się rumienisz? Naprawdę, Malfoy.
—
Nie oto chodzi… ja… po prostu nie możesz… Jesteśmy w miejscu publicznym.
Z
niepokojem obserwował, jak jej oczy stają się coraz bardziej psotne, a potem
poczuł, stopę przemieszczającą się w górę jego łydki.
Granger
pochyliła się do przodu i oparła łokcie na stole, powodując, że piersi ścisnęły
się i sprawiając, że jej dekolt był tak kuszący, że prawie zapomniał, gdzie się
znajduje.
—
Dosłownie wsadziłeś we mnie palce niecałe pięćdziesiąt stóp stąd. Nie wydawałeś
się wtedy aż tak przejęty przebywaniem w miejscu publicznym, prawda?
Jej
stopa powędrowała do jego uda, a on zapomniał, jak się oddycha. Zmrużył oczy,
patrząc na nią.
—
Wiem, co robisz — zdołał wysyczeć. — Próbujesz mnie rozproszyć, prawda?
Jej
stopa zniknęła i skłamałby, gdyby powiedział, że nie wyczuł napięcia. Granger
prychnęła.
—
Od czego? Ty nawet nic nie robisz. Z tego, co zrozumiałam, twój asystent odwala
całą ciężką robotę, twoje notatki z tego weekendu były w najlepszym razie
przeciętne i spędziłeś więcej czasu z głową między moimi nogami niż na
zwracaniu uwagi na wykłady.
Draco
stłumił uśmieszek, mimo że poczuł, jak twarz mu się rumieni na te śmiałe słowa.
Pochylił się, pozwalając, by palec musnął jej nadgarstek.
—
Może się założymy, Granger?
Hermiona
przechyliła głowę.
—
Skoro tak uparcie próbujesz mnie rozproszyć, a chcesz to kontynuować, cokolwiek
to jest, na przyszłych konferencjach,
to dlaczego nie sprawimy, że będzie zabawnie?
Jej
stopa powoli powędrowała w górę jego łydki.
—
W jaki sposób? — zapytała.
—
Nagroda Borage będzie wręczana pod koniec tego roku, prawda? Zakładam, że
zgłosisz swój Eliksir Melancholii, tak? — Hermiona szybko skinęła głową. — A co
powiesz na to? Jeśli ja wygram z moim Eliksirem Wzrostu, będę kontrolować, co
się wydarzy w nocy. Jeśli ty wygrasz, ty będziesz decydować.
—
Chcesz seksu, a do tego jeszcze nagrody? Perspektywa sławy i chwały ci nie
wystarcza, Malfoy? — zażartowała.
Wbił
palce w miękką skórę jej nadgarstka.
—
Posiadanie ciebie na mojej łasce, tylko by to wszystko osłodziło.
Przewróciła
oczami, ale zauważył lekki rumieniec na jej szyi.
—
Mówisz serio, prawda?
Wzruszył
ramionami.
—
Czemu nie? Zawsze rywalizowaliśmy. Równie dobrze moglibyśmy oboje coś z tego
mieć.
Hermiona
przyglądała mu się przez chwilę, a potem pochyliła się, jej stopa musnęła jego
kolano i z trudem powstrzymywał się od jęknięcia, czując, jak przesuwa się po
jego udzie.
—
O co byś mnie poprosił? — wyszeptała.
Draco
przełknął ślinę. Powinien był się spodziewać, że odwróci sytuację na własną
korzyść. Rzuci mu własne wyzwanie.
Kiedy
nie odpowiedział od razu, jej oczy zabłysły i pochyliła się lekko do przodu, a
ten ruch uniósł jej pierś tak, że mógł zobaczyć dekolt wystający spod kilku
rozpiętych guzików koszuli.
—
Bo ja kazałabym ci klęczeć z rękami związanymi na plecach. Może nawet
skrępowanymi twoim własnym krawatem — mruknęła. Uśmieszek rozchylił jej usta,
gdy wpatrywała się w jego zarumienione policzki. — Nie mógłbyś się ruszyć, tylko
gdybym ci na to pozwoliła. Albo przywiązałabym cię do łóżka, używając twojego
kutasa tylko dla mojej własnej przyjemności. Nie mógłbyś dojść, gdybym ci na to
nie pozwoliła.
Przechyliła
głowę, a jej wzrok błądził po jego twarzy. Cieszyło ją to, co zobaczyła
wypisane na jego policzkach.
Poczuł
gorąco na karku, ale nie potrafił zdobyć się na to, by rzucić jej wyzwanie.
Przynajmniej nie słowami.
Cóż,
w końcu to zrobi. Ale może później, bo jej stopa wierciła ścieżkę w górę jego
nogi, a pięta właśnie spoczęła na kutasie, wywierając na niego wystarczający
nacisk, by…
Draco
gwałtownie wstał. Złapał ją za rękę i szepnął jej ostro do ucha:
—
Znajdę najbliższy schowek i doprowadzę cię do orgazmu tyle razy, że będziesz
błagać mnie, żebym przestał. — Zobaczył, jak jej klatka piersiowa się unosi. —
A kiedy to zrobię, opowiem ci wszystko, co dla mnie zrobisz, kiedy odbiorę nagrodę na koniec roku.
Jej
uśmiech w odpowiedzi był wręcz potworny. W oczach błyszczało oczekiwanie.
—
Gra rozpoczęta — wyszeptała.
~*~*~*~*~*~*~*~*~*~
Sześć miesięcy później
Hermiona
klaskała razem ze wszystkimi z lekkim uciskiem w piersi. Zasłużył na tę
nagrodę, wiedziała o tym. Jego praca w ciągu ostatnich sześciu miesięcy była
wzorcowa i wręcz przełomowa.
No cóż, pomyślała Hermiona, zaciskając lekko uda i
pamiętając, co mu obiecała, jeśli przegra, i że przyniesie to jej równie
wielkie korzyści, co jemu.
Draco
podszedł do mównicy, uprzednio rzucając zaklęcie wzmacniające głos.
—
Chcę podziękować wielu osobom za ten wielki zaszczyt, przede wszystkim Granthamowi
i Kelpiemu, którzy niezłomnie wspierali mnie w dążeniu do zamierzonego celu. —
Skinął głową w stronę dwóch mężczyzn siedzących kilka rzędów dalej. —
Oczywiście, chcę podziękować Tygodnikowi
Czarownica za bardzo pochlebny opis mojej osoby, choć może należało napisać
więcej o eliksirze zamiast o moich mięśniach brzucha, ale nie myślcie, że
narzekam.
Draco
uśmiechnął się szeroko i przerwał wypowiedź, gdy zgromadzeni wybuchli śmiechem.
Hermiona
przewróciła oczami z czułością.
Potem
jego wzrok spoczął na niej, ciężar przygniótł jej pierś. Poczuła motylki w
brzuchu. To samo uczucie, które ignorowała przez ostatnie kilka miesięcy, gdy
trwali w tym… cokolwiek to było.
—
Ale przede wszystkim chcę podziękować Hermionie Granger.
Znieruchomiała,
a wszystkie pary oczu w pomieszczeniu zwróciły się ku niej.
Draco
utrzymał niewzruszony i silny wzrok, a jego głos stał się jeszcze mocniejszy,
gdy kontynuował:
—
Panna Granger odegrała kluczową rolę w znalezieniu odpowiednich składników i
zadbała o to, żebym stale sięgał po nieszablonowe rozwiązania. Jestem
przekonany, że bez jej pomocy nie osiągnąłbym takiego sukcesu.
Rozległo
się kilka uprzejmych oklasków, może nawet stłumionych. Normalnie ten nijaki
dźwięk sprawiłby, że Hermiona przewróciłaby oczami. Ale nie mogła oderwać
wzroku od Draco, zwłaszcza że na jego ustach pojawił się podejrzany uśmieszek.
~*~*~*~*~*~*~*~*~*~
Draco
był bardzo dobry w ukrywaniu emocji, w dbaniu o to, by ten obojętny wyraz
twarzy był na swoim miejscu, nawet gdy odczuwał zupełnie przeciwne emocje.
Wiedział, że jego ton głosu, twarz i mowa ciała wyrażały jedynie chłodną
pewność siebie, podczas gdy w głębi duszy nie był do końca pewien, czy to
najlepszy pomysł.
Hermiona
patrzyła na niego z taką surowością, z tak mocno zaciśniętą szczęką, że poczuł
fantomowy ból w swojej własnej szczęce.
Przełknął
ślinę i modlił się, żeby jego ryzyko się opłaciło.
—
Praca panny Granger odegrała kluczową rolę w tak wielu postępach w dziedzinie
eliksirów w ciągu ostatniego półwiecza, a jej wkład był poważnie niedoceniany.
To prowadzi do kolejnego punktu. Wbrew zwykłej kolejności wydarzeń, mam
zaszczyt wręczyć kolejną nagrodę: Doskonałość w Eliksirach.
Jeśli
myślał, że Hermionę wcześniej całkowicie zmroziło, to stało się to właśnie teraz.
Bezwładnie ruszała ustami, dłoń zamarła w połowie drogi do gardła, powodując,
że wyglądała jak posąg.
Upewnił
się, że nie spuszcza z niej wzroku, mówiąc:
—
To dla mnie wielki zaszczyt wręczyć tę nagrodę nikomu innemu, tylko pannie
Hermionie Granger.
Cisza
spotkała się z jego słowami, więc wykorzystał całą swoją wiedzę z Oklumencji,
by się nie skrzywić.
Wtedy
różowowłosa czarownica, choć jej włosy były teraz jedynie w połowie różowe, w
połowie niebieskie, wstała i zaczęła klaskać.
Powoli,
ale nieubłagalnie, oklaski rozbrzmiały echem po całej widowni. Wkrótce
przerodziły się w kakofonię dźwięków, gdy wszyscy wstali, zwracając się ku
Hermionie, podczas gdy ona nadal stała nieruchomo… gapiąc się.
Draco
wzruszył ramionami i pozwolił, by na jego twarzy pojawił się uśmieszek
zarezerwowany tylko dla niej.
To
wystarczyło, by wyrwać Hermionę z letargu i powoli ruszyła w stronę sceny,
potykając się lekko na schodach, nie spuszczając z niego wzroku.
Kiedy
potknęła się po raz czwarty, aż go korciło, by podejść i ją poprowadzić. Ale gdy
starszy pan podał jej ramię, coś w niej pękło. Potrząsnęła głową, po czym
wyprostowała ramiona i ruszyła ku Draco.
Jej
szok ustąpił miejsca surowemu spojrzeniu: przesadnie skupionemu i intensywnemu.
Zacisnęła usta i lekko zmrużyła oczy.
Draco
musiał ugryźć się w policzek, żeby powstrzymać się przed odwzajemnieniem jej
wyzywającego spojrzenia.
Dzisiejszy wieczór zapowiadał się
ciekawie.
Hermiona
w końcu do niego dotarła, a on podał jej Kopułę Wiecznych Róż, jeden z
najbardziej pożądanych pucharów w dziedzinie eliksirów. Dla tłumu przyjęcie
przez nią nagrody wyglądało wdzięcznie i pewnie, ale Draco widział lekko drżące
palce, gdy przekazywał jej nagrodę i jego własne palce się po nich przesuwały.
Nie
słyszał jej przemowy, skupił się wyłącznie na tym, jak jej prawa dłoń zwisała
wzdłuż ciała, z palcami wyciągniętymi w jego stronę. Wsunął swój mały palec w jej
i zacisnęła.
Obserwował
ją z profilu, dostrzegając zarumienioną skórę, błysk w oczach, gdy mrugała,
powstrzymując to, co mogło być początkiem łez.
Była
wspaniała.
Kiedy
skończyła mówić i zeszli razem ze sceny, powinien był się tego spodziewać,
powinien być na to przygotowany. A jednak wciąż podziwiał jej promienny wygląd,
gdy Hermiona złapała go za nadgarstek i aportowała ich.
~*~*~*~*~*~*~*~*~*~
Wylądowali
w sali konferencyjnej, w której to wszystko się zaczęło.
—
Co to, kurwa, było? — zapytała natychmiast Hermiona, odwracając się do niego,
wciąż trzymając jego dłoń.
Powinna
była go puścić, ale nie myślała trzeźwo i pomimo gwałtownego ogarniającego ją
zamętu, jego dłonie wciąż zapewniały jej oparcie i ciepłą stabilność, której
tak rozpaczliwie potrzebowała.
Po
prostu przechylił głowę.
—
Straciłaś kontrolę nad swoimi zdolnościami poznawczymi, czy to było pytanie
retoryczne?
Zaśmiała
się mimowolnie — lekko histerycznie.
—
Jak ich przekonałeś?
Draco
przewrócił oczami.
—
Nie musiałem nikogo przekonywać. — Widząc jej sceptycyzm, uśmiechnął się
złośliwie i poprawił: — Cóż, musiałem grozić tylko dwóm osobom, ale to
szczegół. Gdy przedstawiłem mój argument, nie mogli się nie przyznać tej
nagrody tobie.
—
Jaki był twój argument?
—
Że zawsze byłaś najbystrzejszą czarownicą swojego pokolenia i nigdy nie
przestałaś być błyskotliwa. To, że byliśmy zbytnio przywiązani do własnych
nawyków i przez to tkwiliśmy w przeszłości, by dostrzec postępy, które
poczyniłaś, nie oznacza, że twoje odkrycia nie były przełomowe.
Hermiona
zmrużyła oczy.
—
Wysuwałam ten sam argument co roku, kiedy kwestionowałam wyniki — przewrócił
oczami, ale ona kontynuowała — i za każdym razem mówili mi, że moja praca jest
dobra, ale nie „wystarczająco dobra”. Co takiego zrobiłeś, że zmienili zdanie?
—
Powiedziałem im, że to twoje badania przyczyniły się do przełomu w pracy, za
którą właśnie mnie nagrodzili.
Wyraźnie
niedowierzała.
—
Naprawdę? Ja? Ta czarownica, o której mówiłeś, że jest przyjaciółką Pottera,
która pragnie tylko sławy?
—
Tak.
—
Ta, którą oskarżałeś o fałszowanie badań laboratoryjnych?
—
Tak.
—
Ta, którą, kiedyś publicznie…
—
Tak — przerwał jej, a na jego twarzy pojawił się irytujący uśmieszek. — A gdy
nadal byli nieugięci, przypomniałem im, że jestem bogaty.
Hermiona
zamarła, a jej żołądek się ścisnął. Puściła jego dłoń.
—
Czekaj, ty… ty ich przekupiłeś?
Wstręt
pokrył jej słowa niczym smoła; śliski olej zatruł jej żyły.
—
Nie, nie, Merlinie, nie — uspokoił się, poważniejąc, gdy jego wzrok
przeskakiwał między jego oczami. — To był żart. Żart, fakt — kiepski,
oczywiście. Nie, nie przekupiłem ich. Napisałem tylko list, używając ostrych
słów, w których wyjaśniłem, że ich upór jest odrażający i graniczy z
niedbalstwem.
Hermionie
zrobiło się słabo. Rozchyliła usta, wpatrując się w niego.
—
I to podziałało?
Draco
zaśmiał się.
—
Nie, ani trochę. Dostałem oficjalne ostrzeżenie, że jeśli wyślę im kolejny list
z pogróżkami, stracę prawo do przyszłych nagród.
Hermiona
jęknęła.
—
Nie mogą tego zrobić!
Parsknął
śmiechem.
—
Wiem. I mój prawnik ich w tym uświadomił. Cofnęli oficjalne ostrzeżenie i
wysłałem każdemu członkowi szczegółowy wykaz wszystkich opublikowanych przez
ciebie prac, z uwagami, w jaki sposób były lepsze od eliksirów, które zdobyły
nagrody w danym roku.
Mówił
z wielką nonszalancją. Jakby nie wyrwał jej świata spod stóp. Jakby nie naraził
dla niej całej swojej kariery.
Wpatrywała
się w niego bez słowa. W żołądku czuła narastające emocje; bulgotały, a przez
ostatnie miesiące mieszały jej w głowie, a histeryczny śmiech przetaczał się
przez nią.
Draco
zmarszczył brwi i zrobił pół kroku w jej stronę.
—
Ale dlaczego?
Jej
pytanie go zatrzymało, a zmarszczka na jego czole się pogłębiła.
—
Po co zadajesz sobie tyle trudu? Wygrałeś. Dostałeś to, co chciałeś, prawda? Po
co w ogóle się tak trudzić?
—
Granger — warknął, wpatrując się przez chwilę w sufit, po czym znów skupił na
niej wzrok z niedowierzaniem na twarzy. — Czasami jesteś niewiarygodnie głupia
jak na kogoś tak niewiarygodnie inteligentnego.
Podszedł
bliżej, skręcając palcem kosmyk włosów, po czym wsunął go za jej ucho,
pochylając głowę.
—
W ten sposób oboje dostaniemy to, czego chcemy — wyszeptał do niej, opadając na
kolana. — A wszystko, czego chcę — założył ręce za plecy — to ty.
___________
Witajcie :) w Nowy Rok kończymy przygodę z tym opowiadaniem. Było zwariowane, momentami komiczne, ale chyba ogólne wrażenia są dobre, prawda? Ja świetnie się przy nim bawiłam. Dajcie znać jak wrażenia.
Teraz przed nami dłuższa przerwa od publikacji. Będą jedynie wpadać rozdziały „Tego, co jest między nami”. Reszta opowiadań czeka na przetłumaczenie i chyba potrzebuję chwili oddechu na zebranie sił przed pełną nowości wiosną.
Dziękuję, że jesteście. Bez Was to wszystko nie miałoby większego sensu. A każda gwiazdka czy komentarz bardzo poprawia nastrój w tych ciężkich czasach. Jak to mówią, cieszmy się z małych rzeczy.
Tyle ode mnie. Komentujcie i oceniajcie. Miłego odpoczynku! Enjoy!