czwartek, 1 stycznia 2026

[T] Bezwzględna gra: Rozdział 4

Draco czuł się jak w niebie. Ciepłym, wilgotnym, ciasnym, drżącym niebie.

Rozkoszował się uczuciem Granger rozpływającej się pod jego palcami, ale nic, nic nie mogło go przygotować na to, jak jej cipka drga na jego kutasie. Na to, jak jej ciało wyginało się w jego stronę, jak traciła wszelką kontrolę, wiotczejąc w jego objęciach. Jedyne, co utrzymywało ją w pozycji, to jego ręka na jej gardle.

Próbował być miły. Naprawdę próbował. Ale poprosiła go, żeby odpuścił, a kim on był, by jej tego odmawiać?

I kurwa, to było takie przyjemne.

Poza tym nic co miłe i delikatne nie kojarzyło mu się z Granger, więc tak naprawdę powinien był się spodziewać, że będzie szalona w łóżku.

Nie przestawał w nią wchodzić, nawet gdy pierwsze wstrząsy po orgazmie zaczęły słabnąć. Rozluźnił uścisk na jej szyi, by móc opuścić jej ramię, upewniając się, że ma wystarczająco dużo czasu, by obrócić głowę, zanim pochylił się nad nią, a jego biodra wbijały się w nią raz za razem.

Granger jęknęła serią dźwięków. Był pewien, że chciała coś powiedzieć, ale żadne słowa nie zostały sformułowane.

Zaśmiał się, głaszcząc palcem grzbiet jej kręgosłupa.

Spięła się i wiedział, że irytuje ją jego rozbawienie, bo spróbowała ponownie.

— Nie, wystarczy — jęknęła.

— No weź, Granger. To ty nie chciałaś, żebym się powstrzymywał. Myślę, że dasz radę udźwignąć kolejny orgazm, prawda?

Dźwięk, który wydała z siebie, był czymś pomiędzy błagalnym „tak” a szlochającym „nie”. Normalnie Draco podjudzałby ją bardziej, dociskał mocniej, ale w rzeczywistości był coraz bliżej własnego orgazmu, tak że ledwo był w stanie trzymać ją za biodra.

Cholernie się od nich uzależnił. Od tego, jak drgały przy każdym pchnięciu; od tego, jak czuł je pod swoimi dłońmi.

Szczerze mówiąc, Draco był uzależniony od każdego centymetra jej ciała. Zwłaszcza, gdy leżała taka przed nim.

Naga. Wijąca się. Pragnąca.

Była odurzająca. Draco był pewien, że za każdym razem gdy będzie z niej wychodził, będzie słyszał te słodkie jęki, w każdej swojej fantazji, do końca  swojego życia.

Kiedy doszła drugi raz, Draco był sekundy za nią, wciskając się głębiej i opróżniając w niej. Położył czoło między jej łopatkami, a komplementy płynęły z jego ust, choć nie poświęcał temu zbyt wiele uwagi.

— Boże, byłaś idealna. Taka dobra. Przyjęłaś mnie tak dobrze, Granger. Dałaś radę.

W końcu się od siebie oderwali, leżeli na plecach, wciąż spleceni nogami, próbując złapać oddech.

— Więc jesteś gadułą, co?

Zaśmiała się. Słowa wyszły z jej ust zdyszane i lekko ochrypłe.

Draco zamarł na milisekundę, stare nawyki dały o sobie znać; miał na końcu języka ciętą ripostę. Ale potem spojrzał w jej kierunku i zobaczył, że patrzy na niego z czułością.

Więc zamiast tego przełknął ślinę i parsknął śmiechem.

— Tak. Chyba tak.

Granger — Hermiona — zaczęła rysować lekkie kręgi na jego przedramieniu. Spojrzał na jej palce, po czym znów na twarz.

— Chcesz jeszcze raz? — zapytała.

Kurwa.

Tak, naprawdę chciał. Nie było innej odpowiedzi.

Stracił rachubę, ile razy oboje dochodzili. Czasami były to szybkie, zwinne pchnięcia i śliskie palce; innym razem leniwe, długie pchnięcia i lekkie jak piórko muśnięcia, które raz po raz doprowadzały ich oboje do granic możliwości.

Jednak to, co pozostało niezmienne, to siła pchania i rozciągania. Czasami to Granger była na górze, rozplątując go skrętem bioder, trzymając jego ręce poza zasięgiem, nie pozwalając mu dotknąć siebie samego ani jej. Albo to on, doprowadzając ją na skraj przepaści, drażniąc, obejmując dłonią swoje nowe ulubione miejsce — jej gardło.

Nie rozmawiali wiele, ale Draco poczuł zrozumienie dla czarownicy pod sobą, gdy po raz czwarty (a może piąty?) opadli na pogniecioną pościel.

Zwykle nie przepadał za czułościami po seksie; normalnie zbierałby już ubrania i wychodził.

Ale nic w tym spotkaniu nie było normalne, więc bez trudu położył jej rękę na swojej piersi, splatając palce, podczas gdy jego druga dłoń wszczepiła się w jej włosy.

 

~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

 

— A tak w ogóle, czym byłaś tak podekscytowana po wykładzie Trunklehorna?

Hermiona odwróciła się, żeby na niego spojrzeć. Była już północ, a oni leżeli zaplątani w pościel, ze splecionymi nogami, ale ramię w ramię, kiedy łapali oddech.

— Co masz na myśli?

— Wybiegłaś z sali konferencyjnej tak szybko, że myślałem, że się aportowałaś.

— Och. Eee, to był kieł węża.

Malfoy zerknął ku niej, opierając brodę na ramieniu.

— Tak, domyśliłem się, Granger. Mamrotałaś to pod nosem. Chyba powinienem był wyrazić się jaśniej, ale myślałem, że domyślisz się z kontekstu.

Wbiła mu łokieć w bok. Skrzywił się teatralnie, po czym zaśmiał się i chwycił ją za ramię, żeby powstrzymać przed kolejnym atakiem, automatycznie splatając ich palce.

— Chodziło mi o to, ty wścibska wiedźmo, co cię tak zafascynowało w kle węża?

Patrzyła przez chwilę na ich splecione palce, zanim przeniosła wzrok na jego twarz.

— Od tygodni próbuję uwarzyć Eliksir Melancholii, ale za każdym razem coś idzie nie tak i doprowadza mnie to do szaleństwa. Kiedy wspomniał o kle węża, nagle sobie uświadomiłam, że…

— Ma właściwości chłodzące — dokończył Malfoy z zaciekawieniem na twarzy.

— Tak. Jeśli się nie mylę, powinien spowodować regulację temperatury i ustabilizować ogon myszy. W ten sposób będzie mógł się warzyć w wyższej temperaturze, nie zmieniając składu chemicznego pyłku hortensji.

Malfoy milczał przez kilka sekund. Między jego brwiami utworzyła się mała zmarszczka.

— Warzysz Eliksir Melancholii?

Skinęła głową, czując narastającą niepewność.

— Też interesował cię kieł węża. Jaki był twój przełom?

Odchrząknął.

— Pracuję nad Eliksirem Wzrostu, próbuję pobudzić wzrost kości bez wpływu na poziom wapnia. — Jego wzrok powędrował ku niej. — Wciąż testuję różne zmienne, ale wszystko krzepnie, gdy wchodzi w interakcję z liśćmi mandragory. Mam nadzieję, że kieł węża to zrównoważy.

— Już testujesz? Byłeś tu przez cały czas.

Wyprostowała się, przechylając głowę i mierząc go wzrokiem.

Uśmiechnął się nieśmiało.

— Cóż, Perkins to robi. — Musiał dostrzec znak zapytania na jej twarzy, bo wyjaśnił: — To mój asystent.

— Och, oczywiście, że masz cholernego asystenta. Wiesz, że co pół roku składam wniosek o jednego i ciągle słyszę, że nie ma na to funduszy?

Starał się nie śmiać, ale to ją jeszcze bardziej frustrowało.

— Och, po prostu się pierdol, Malfoy.

— Właściwie to już to zrobiłaś. Ale zawsze mogę mieć chęć na kolejną rundę — rzekł sugestywnym tonem, przesuwając dłoń po jej nagim brzuchu i w dół między nogi, unosząc się na łokciach i chwytając jej usta w swoje, akurat gdy wsuwał w nią palec.

 

~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

 

Hermiona obudziła się kilka godzin później obolała, zmęczona i cholernie spragniona. Do tego piekło ją od środka. Zerknęła w prawo i zobaczyła Draco rozciągniętego na boku, z ręką przerzuconą przez jej talię i luźno owiniętą wokół jej uda.

Miał gładkie czoło i coś jeszcze w jego twarzy wydawało jej się dziwne. Przechyliła głowę, przyglądając mu się.

Zdała sobie sprawę, że był rozluźniony. To było rozbrajająco słodkie.

Czuła ucisk w piersi i była wyraźnie zdenerwowana, więc oswobodziła się z jego uścisku i sięgnęła po butelkę wody stojącą na stoliku.

Pościel zaszeleściła, gdy skończyła pić i odwróciła głowę, by zobaczyć, że ją obserwuje. Senność w jego wyrazie twarzy nie powstrzymała go przed wędrówką wzrokiem po jej ciele, zatrzymując się szczególnie na dwóch konkretnych miejscach. Kiedy spotkał się z jej wzrokiem, dostrzegła lekki rumieniec w kolorze wchodzącego słońca rozlewający się po jego policzkach.

— Dzień dobry.

— Dzień dobry.

Jego głos był niski i chropowaty. Przejechał zębami po jej skórze, zostawiając na ramionach gęsią skórkę. Otworzył usta, chcąc coś powiedzieć, ale nie zrobił tego, tylko przeniósł wzrok na punkt na ścianie za nią.

— O co chodzi? — zapytała bez ogródek, nie przejmując się zbytnio powrotem niezręczności z wczoraj.

Zignorował ją.

— Jak ci się spało?

Wciąż wpatrywał się w ścianę.

— Wiesz, że możesz patrzeć. — Jej słowa sprawiły, że jego wzrok znów powędrował w jej stronę. Westchnęła. — Dosłownie wydymałeś mnie na sześć różnych sposobów tej nocy, Malfoy. Nie musisz się przy mnie krępować tylko dlatego, że na zewnątrz jest jasno.

Zapadła cisza, jego oczy się rozszerzyły, a potem usta zadrżały.

— Naprawdę nie lubisz być traktowana z szacunkiem, prawda? — zapytał, marszcząc brwi ze zmieszania i rozbawienia.

Potem potarł twarz dłońmi.

Wzruszyła ramionami.

— Nie, jeśli to strata czasu i energii. Idę pod prysznic. Jeśli za tą irytująco atrakcyjną twarzą kryje się choć pół komórki mózgowej, radzę, żebyś do mnie dołączył.

Wyraźna potrzeba przyzwoitości Malfoya nie powstrzymała go przed pospiesznym dołączeniem do niej. Hermiona stłumiła uśmieszek na widok jego pospiechu.

Prysznic trwał dłużej niż to było konieczne, zważywszy na upodobania Malfoya do dotykania jej palcami, aż się rozpadała, a potem do powolnego pieprzenia przy ścianie, nie spiesząc się z odkrywaniem, co każdy delikatny dotyk wydobywał z jej ciała.

To było zupełnie inne od poprzedniego pieprzenia. Powolne i znaczące. Ale wciąż podszyte intensywnością, którą zaczynała z nim utożsamiać. Nie powstrzymywał się ze strachu przed zdenerwowaniem jej, po prostu sam tego chciał.

Hermiona czuła się wyruchana do nieprzytomności i nasycona, ale nie powstrzymywało jej to przed oddaniem mu się.

Gdy w końcu udało im się umyć i wyjść z łazienki, zbliżała się dziewiąta rano i oboje mieli wykład, na który się zapisali.

Hermiona szybko się ubrała, rozkoszując się w duchu bólem promieniującym z jej brzucha i ud, gdy naciągała ołówkową spódnicę.

Starała się nie patrzeć na Malfoya, jak zapina koszulę, ale i tak jej wzrok był utkwiony w jego zręcznych palcach. Musiała zacisnąć uda na wspomnienie tego, co te palce w niej wywołały.

Sądząc po tym, jak długo wpatrywał się w jej tyłek, również był pogrążony w myślach z ostatnich kilku godzin.

Chciał przejść obok niej, ale jej dłoń owinęła się wokół jego nadgarstka. Nie była to świadoma myśl, ale wciąż rozkoszowała się dreszczem, który u niego wywołała, gdy lekko przesunęła palcami po jego pulsie.

— Chociaż rozkoszuję się myślą, że znów się pode mną rozpadniesz, Granger, naprawdę musimy iść na wykład.

Hermiona nadąsała się.

Szczerze, jak na Merlina przystało. Zobaczyła, jak jego uśmieszek się pogłębił, a dłoń uniosła się, by przycisnąć kciuk do jej wydętej wargi.

— Zrzędliwa wiedźma — mruknął, dotykając ustami jej ust.

 

~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

 

Przegapili wszystkie poranne wykłady. Dopiero gdy usłyszał burczenie w jej brzuchu, zmusił ich oboje do ubrania się i zejścia do jadalni.

— Czemu po prostu nie zamówimy jedzenia do pokoju? — jęknęła Hermiona, przesuwając palcem po jego piersi.

— Bo nie będę cię pieprzył na łóżku pełnym okruchów — powiedział stanowczo, odrywając jej dłoń od swojej piersi i wypychając ją za drzwi.

— Wydajesz się pewny, że czeka cię powtórka — rzuciła przez ramię, gdy szli do wind.

Posłał jej tylko beznamiętne spojrzenie. Wiedział, że będzie wiele powtórek. Nie miał zamiaru rezygnować z jej idealnej cipki, jeśli tylko mógł.

Nie żeby chciał się z nią umawiać czy coś. Była zbyt irytująca na takie zobowiązanie. Ale nie było powodu, dla którego nie mogliby dość do porozumienia korzystnego dla obu stron.

Wspomniał o tym przy lunchu.

— Chcesz się spotykać?

— Nie — powiedział, trochę za szybko, ale musiał mieć pewność, że rozumie, co chodziło mu po głowie. — Ale myślę, że to może nam umilić czas  podczas najbliższych miesięcy konferencji.

Granger zmarszczyła nos.

— Czy to znaczy, że muszę być dla ciebie miła?

Brzmiała na tak zirytowaną tą perspektywą, że Draco nie mógł powstrzymać prychnięcia, które mu się wyrwało.

— Merlinie, nie.

Zadrżał na samą myśl.

Popatrzyła na niego zamyślona. Potem skinęła głową.

— Dobra.

— Tak po prostu?

Granger wzruszyła ramionami.

— Muszę uczestniczyć w nich tak cholernie często, że równie dobrze mogę sobie pozwolić na kilka orgazmów.

— Granger!

Jego herbata wyleciała z filiżanki, gdy prychnął i ukradkiem rozejrzał się po sąsiednich stolikach, próbując sprawdzić, czy ktoś ich słyszy.

Obserwowała go z rosnącym rozbawieniem.

— Ojej, ojej, twoje czystokrwiste problemy z przyzwoitością naprawdę wymykają się spod kontroli. Szeptałam ci do ucha wiele zboczonych rzeczy przez ostatnie dwanaście godzin, ale wypowiedzenie przeze mnie słowa „orgazm” w miejscu publicznym sprawia, że się rumienisz? Naprawdę, Malfoy.

— Nie oto chodzi… ja… po prostu nie możesz… Jesteśmy w miejscu publicznym.

Z niepokojem obserwował, jak jej oczy stają się coraz bardziej psotne, a potem poczuł, stopę przemieszczającą się w górę jego łydki.

Granger pochyliła się do przodu i oparła łokcie na stole, powodując, że piersi ścisnęły się i sprawiając, że jej dekolt był tak kuszący, że prawie zapomniał, gdzie się znajduje.

— Dosłownie wsadziłeś we mnie palce niecałe pięćdziesiąt stóp stąd. Nie wydawałeś się wtedy aż tak przejęty przebywaniem w miejscu publicznym, prawda?

Jej stopa powędrowała do jego uda, a on zapomniał, jak się oddycha. Zmrużył oczy, patrząc na nią.

— Wiem, co robisz — zdołał wysyczeć. — Próbujesz mnie rozproszyć, prawda?

Jej stopa zniknęła i skłamałby, gdyby powiedział, że nie wyczuł napięcia. Granger prychnęła.

— Od czego? Ty nawet nic nie robisz. Z tego, co zrozumiałam, twój asystent odwala całą ciężką robotę, twoje notatki z tego weekendu były w najlepszym razie przeciętne i spędziłeś więcej czasu z głową między moimi nogami niż na zwracaniu uwagi na wykłady.

Draco stłumił uśmieszek, mimo że poczuł, jak twarz mu się rumieni na te śmiałe słowa. Pochylił się, pozwalając, by palec musnął jej nadgarstek.

— Może się założymy, Granger?

Hermiona przechyliła głowę.

— Skoro tak uparcie próbujesz mnie rozproszyć, a chcesz to kontynuować, cokolwiek to jest, na przyszłych konferencjach, to dlaczego nie sprawimy, że będzie zabawnie?

Jej stopa powoli powędrowała w górę jego łydki.

— W jaki sposób? — zapytała.

— Nagroda Borage będzie wręczana pod koniec tego roku, prawda? Zakładam, że zgłosisz swój Eliksir Melancholii, tak? — Hermiona szybko skinęła głową. — A co powiesz na to? Jeśli ja wygram z moim Eliksirem Wzrostu, będę kontrolować, co się wydarzy w nocy. Jeśli ty wygrasz, ty będziesz decydować.

— Chcesz seksu, a do tego jeszcze nagrody? Perspektywa sławy i chwały ci nie wystarcza, Malfoy? — zażartowała.

Wbił palce w miękką skórę jej nadgarstka.

— Posiadanie ciebie na mojej łasce, tylko by to wszystko osłodziło.

Przewróciła oczami, ale zauważył lekki rumieniec na jej szyi.

— Mówisz serio, prawda?

Wzruszył ramionami.

— Czemu nie? Zawsze rywalizowaliśmy. Równie dobrze moglibyśmy oboje coś z tego mieć.

Hermiona przyglądała mu się przez chwilę, a potem pochyliła się, jej stopa musnęła jego kolano i z trudem powstrzymywał się od jęknięcia, czując, jak przesuwa się po jego udzie.

— O co byś mnie poprosił? — wyszeptała.

Draco przełknął ślinę. Powinien był się spodziewać, że odwróci sytuację na własną korzyść. Rzuci mu własne wyzwanie.

Kiedy nie odpowiedział od razu, jej oczy zabłysły i pochyliła się lekko do przodu, a ten ruch uniósł jej pierś tak, że mógł zobaczyć dekolt wystający spod kilku rozpiętych guzików koszuli.

— Bo ja kazałabym ci klęczeć z rękami związanymi na plecach. Może nawet skrępowanymi twoim własnym krawatem — mruknęła. Uśmieszek rozchylił jej usta, gdy wpatrywała się w jego zarumienione policzki. — Nie mógłbyś się ruszyć, tylko gdybym ci na to pozwoliła. Albo przywiązałabym cię do łóżka, używając twojego kutasa tylko dla mojej własnej przyjemności. Nie mógłbyś dojść, gdybym ci na to nie pozwoliła.

Przechyliła głowę, a jej wzrok błądził po jego twarzy. Cieszyło ją to, co zobaczyła wypisane na jego policzkach.

Poczuł gorąco na karku, ale nie potrafił zdobyć się na to, by rzucić jej wyzwanie. Przynajmniej nie słowami.

Cóż, w końcu to zrobi. Ale może później, bo jej stopa wierciła ścieżkę w górę jego nogi, a pięta właśnie spoczęła na kutasie, wywierając na niego wystarczający nacisk, by…

Draco gwałtownie wstał. Złapał ją za rękę i szepnął jej ostro do ucha:

— Znajdę najbliższy schowek i doprowadzę cię do orgazmu tyle razy, że będziesz błagać mnie, żebym przestał. — Zobaczył, jak jej klatka piersiowa się unosi. — A kiedy to zrobię, opowiem ci wszystko, co dla mnie zrobisz, kiedy odbiorę nagrodę na koniec roku.

Jej uśmiech w odpowiedzi był wręcz potworny. W oczach błyszczało oczekiwanie.

— Gra rozpoczęta — wyszeptała.

 

~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

 

Sześć miesięcy później

 

Hermiona klaskała razem ze wszystkimi z lekkim uciskiem w piersi. Zasłużył na tę nagrodę, wiedziała o tym. Jego praca w ciągu ostatnich sześciu miesięcy była wzorcowa i wręcz przełomowa.

No cóż, pomyślała Hermiona, zaciskając lekko uda i pamiętając, co mu obiecała, jeśli przegra, i że przyniesie to jej równie wielkie korzyści, co jemu.

Draco podszedł do mównicy, uprzednio rzucając zaklęcie wzmacniające głos.

— Chcę podziękować wielu osobom za ten wielki zaszczyt, przede wszystkim Granthamowi i Kelpiemu, którzy niezłomnie wspierali mnie w dążeniu do zamierzonego celu. — Skinął głową w stronę dwóch mężczyzn siedzących kilka rzędów dalej. — Oczywiście, chcę podziękować Tygodnikowi Czarownica za bardzo pochlebny opis mojej osoby, choć może należało napisać więcej o eliksirze zamiast o moich mięśniach brzucha, ale nie myślcie, że narzekam.

Draco uśmiechnął się szeroko i przerwał wypowiedź, gdy zgromadzeni wybuchli śmiechem.

Hermiona przewróciła oczami z czułością.

Potem jego wzrok spoczął na niej, ciężar przygniótł jej pierś. Poczuła motylki w brzuchu. To samo uczucie, które ignorowała przez ostatnie kilka miesięcy, gdy trwali w tym… cokolwiek to było.

— Ale przede wszystkim chcę podziękować Hermionie Granger.

Znieruchomiała, a wszystkie pary oczu w pomieszczeniu zwróciły się ku niej.

Draco utrzymał niewzruszony i silny wzrok, a jego głos stał się jeszcze mocniejszy, gdy kontynuował:

— Panna Granger odegrała kluczową rolę w znalezieniu odpowiednich składników i zadbała o to, żebym stale sięgał po nieszablonowe rozwiązania. Jestem przekonany, że bez jej pomocy nie osiągnąłbym takiego sukcesu.

Rozległo się kilka uprzejmych oklasków, może nawet stłumionych. Normalnie ten nijaki dźwięk sprawiłby, że Hermiona przewróciłaby oczami. Ale nie mogła oderwać wzroku od Draco, zwłaszcza że na jego ustach pojawił się podejrzany uśmieszek.

 

~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

 

Draco był bardzo dobry w ukrywaniu emocji, w dbaniu o to, by ten obojętny wyraz twarzy był na swoim miejscu, nawet gdy odczuwał zupełnie przeciwne emocje. Wiedział, że jego ton głosu, twarz i mowa ciała wyrażały jedynie chłodną pewność siebie, podczas gdy w głębi duszy nie był do końca pewien, czy to najlepszy pomysł.

Hermiona patrzyła na niego z taką surowością, z tak mocno zaciśniętą szczęką, że poczuł fantomowy ból w swojej własnej szczęce.

Przełknął ślinę i modlił się, żeby jego ryzyko się opłaciło.

— Praca panny Granger odegrała kluczową rolę w tak wielu postępach w dziedzinie eliksirów w ciągu ostatniego półwiecza, a jej wkład był poważnie niedoceniany. To prowadzi do kolejnego punktu. Wbrew zwykłej kolejności wydarzeń, mam zaszczyt wręczyć kolejną nagrodę: Doskonałość w Eliksirach.

Jeśli myślał, że Hermionę wcześniej całkowicie zmroziło, to stało się to właśnie teraz. Bezwładnie ruszała ustami, dłoń zamarła w połowie drogi do gardła, powodując, że wyglądała jak posąg.

Upewnił się, że nie spuszcza z niej wzroku, mówiąc:

— To dla mnie wielki zaszczyt wręczyć tę nagrodę nikomu innemu, tylko pannie Hermionie Granger.

Cisza spotkała się z jego słowami, więc wykorzystał całą swoją wiedzę z Oklumencji, by się nie skrzywić.

Wtedy różowowłosa czarownica, choć jej włosy były teraz jedynie w połowie różowe, w połowie niebieskie, wstała i zaczęła klaskać.

Powoli, ale nieubłagalnie, oklaski rozbrzmiały echem po całej widowni. Wkrótce przerodziły się w kakofonię dźwięków, gdy wszyscy wstali, zwracając się ku Hermionie, podczas gdy ona nadal stała nieruchomo… gapiąc się.

Draco wzruszył ramionami i pozwolił, by na jego twarzy pojawił się uśmieszek zarezerwowany tylko dla niej.

To wystarczyło, by wyrwać Hermionę z letargu i powoli ruszyła w stronę sceny, potykając się lekko na schodach, nie spuszczając z niego wzroku.

Kiedy potknęła się po raz czwarty, aż go korciło, by podejść i ją poprowadzić. Ale gdy starszy pan podał jej ramię, coś w niej pękło. Potrząsnęła głową, po czym wyprostowała ramiona i ruszyła ku Draco.

Jej szok ustąpił miejsca surowemu spojrzeniu: przesadnie skupionemu i intensywnemu. Zacisnęła usta i lekko zmrużyła oczy.

Draco musiał ugryźć się w policzek, żeby powstrzymać się przed odwzajemnieniem jej wyzywającego spojrzenia.

Dzisiejszy wieczór zapowiadał się ciekawie.

Hermiona w końcu do niego dotarła, a on podał jej Kopułę Wiecznych Róż, jeden z najbardziej pożądanych pucharów w dziedzinie eliksirów. Dla tłumu przyjęcie przez nią nagrody wyglądało wdzięcznie i pewnie, ale Draco widział lekko drżące palce, gdy przekazywał jej nagrodę i jego własne palce się po nich przesuwały.

Nie słyszał jej przemowy, skupił się wyłącznie na tym, jak jej prawa dłoń zwisała wzdłuż ciała, z palcami wyciągniętymi w jego stronę. Wsunął swój mały palec w jej i zacisnęła.

Obserwował ją z profilu, dostrzegając zarumienioną skórę, błysk w oczach, gdy mrugała, powstrzymując to, co mogło być początkiem łez.

Była wspaniała.

Kiedy skończyła mówić i zeszli razem ze sceny, powinien był się tego spodziewać, powinien być na to przygotowany. A jednak wciąż podziwiał jej promienny wygląd, gdy Hermiona złapała go za nadgarstek i aportowała ich.

 

~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

 

Wylądowali w sali konferencyjnej, w której to wszystko się zaczęło.

— Co to, kurwa, było? — zapytała natychmiast Hermiona, odwracając się do niego, wciąż trzymając jego dłoń.

Powinna była go puścić, ale nie myślała trzeźwo i pomimo gwałtownego ogarniającego ją zamętu, jego dłonie wciąż zapewniały jej oparcie i ciepłą stabilność, której tak rozpaczliwie potrzebowała.

Po prostu przechylił głowę.

— Straciłaś kontrolę nad swoimi zdolnościami poznawczymi, czy to było pytanie retoryczne?

Zaśmiała się mimowolnie — lekko histerycznie.

— Jak ich przekonałeś?

Draco przewrócił oczami.

— Nie musiałem nikogo przekonywać. — Widząc jej sceptycyzm, uśmiechnął się złośliwie i poprawił: — Cóż, musiałem grozić tylko dwóm osobom, ale to szczegół. Gdy przedstawiłem mój argument, nie mogli się nie przyznać tej nagrody tobie.

— Jaki był twój argument?

— Że zawsze byłaś najbystrzejszą czarownicą swojego pokolenia i nigdy nie przestałaś być błyskotliwa. To, że byliśmy zbytnio przywiązani do własnych nawyków i przez to tkwiliśmy w przeszłości, by dostrzec postępy, które poczyniłaś, nie oznacza, że twoje odkrycia nie były przełomowe.

Hermiona zmrużyła oczy.

— Wysuwałam ten sam argument co roku, kiedy kwestionowałam wyniki — przewrócił oczami, ale ona kontynuowała — i za każdym razem mówili mi, że moja praca jest dobra, ale nie „wystarczająco dobra”. Co takiego zrobiłeś, że zmienili zdanie?

— Powiedziałem im, że to twoje badania przyczyniły się do przełomu w pracy, za którą właśnie mnie nagrodzili.

Wyraźnie niedowierzała.

— Naprawdę? Ja? Ta czarownica, o której mówiłeś, że jest przyjaciółką Pottera, która pragnie tylko sławy?

— Tak.

— Ta, którą oskarżałeś o fałszowanie badań laboratoryjnych?

— Tak.

— Ta, którą, kiedyś publicznie…

— Tak — przerwał jej, a na jego twarzy pojawił się irytujący uśmieszek. — A gdy nadal byli nieugięci, przypomniałem im, że jestem bogaty.

Hermiona zamarła, a jej żołądek się ścisnął. Puściła jego dłoń.

— Czekaj, ty… ty ich przekupiłeś?

Wstręt pokrył jej słowa niczym smoła; śliski olej zatruł jej żyły.

— Nie, nie, Merlinie, nie — uspokoił się, poważniejąc, gdy jego wzrok przeskakiwał między jego oczami. — To był żart. Żart, fakt — kiepski, oczywiście. Nie, nie przekupiłem ich. Napisałem tylko list, używając ostrych słów, w których wyjaśniłem, że ich upór jest odrażający i graniczy z niedbalstwem.

Hermionie zrobiło się słabo. Rozchyliła usta, wpatrując się w niego.

— I to podziałało?

Draco zaśmiał się.

— Nie, ani trochę. Dostałem oficjalne ostrzeżenie, że jeśli wyślę im kolejny list z pogróżkami, stracę prawo do przyszłych nagród.

Hermiona jęknęła.

— Nie mogą tego zrobić!

Parsknął śmiechem.

— Wiem. I mój prawnik ich w tym uświadomił. Cofnęli oficjalne ostrzeżenie i wysłałem każdemu członkowi szczegółowy wykaz wszystkich opublikowanych przez ciebie prac, z uwagami, w jaki sposób były lepsze od eliksirów, które zdobyły nagrody w danym roku.

Mówił z wielką nonszalancją. Jakby nie wyrwał jej świata spod stóp. Jakby nie naraził dla niej całej swojej kariery.

Wpatrywała się w niego bez słowa. W żołądku czuła narastające emocje; bulgotały, a przez ostatnie miesiące mieszały jej w głowie, a histeryczny śmiech przetaczał się przez nią.

Draco zmarszczył brwi i zrobił pół kroku w jej stronę.

— Ale dlaczego?

Jej pytanie go zatrzymało, a zmarszczka na jego czole się pogłębiła.

— Po co zadajesz sobie tyle trudu? Wygrałeś. Dostałeś to, co chciałeś, prawda? Po co w ogóle się tak trudzić?

— Granger — warknął, wpatrując się przez chwilę w sufit, po czym znów skupił na niej wzrok z niedowierzaniem na twarzy. — Czasami jesteś niewiarygodnie głupia jak na kogoś tak niewiarygodnie inteligentnego.

Podszedł bliżej, skręcając palcem kosmyk włosów, po czym wsunął go za jej ucho, pochylając głowę.

— W ten sposób oboje dostaniemy to, czego chcemy — wyszeptał do niej, opadając na kolana. — A wszystko, czego chcę — założył ręce za plecy — to ty.

___________

Witajcie :) w Nowy Rok kończymy przygodę z tym opowiadaniem. Było zwariowane, momentami komiczne, ale chyba ogólne wrażenia są dobre, prawda? Ja świetnie się przy nim bawiłam. Dajcie znać jak wrażenia.

Teraz przed nami dłuższa przerwa od publikacji. Będą jedynie wpadać rozdziały „Tego, co jest między nami”. Reszta opowiadań czeka na przetłumaczenie i chyba potrzebuję chwili oddechu na zebranie sił przed pełną nowości wiosną.

Dziękuję, że jesteście. Bez Was to wszystko nie miałoby większego sensu. A każda gwiazdka czy komentarz bardzo poprawia nastrój w tych ciężkich czasach. Jak to mówią, cieszmy się z małych rzeczy.

Tyle ode mnie. Komentujcie i oceniajcie. Miłego odpoczynku! Enjoy!

Obserwatorzy